O wschodzie słońca 27.05.2015

Pozwolę sobie zacytować wiersz…

Jasność mnie obudzi,
co wkrada się do środka.
Cicho mówiąc ,że nie zauważę.
Senną powieką okryję obraz,
jak pejzaż malowany , za oknem.
Blade promienie mocno ściskają czerwień
na jeszcze świeżym niebie.
Uniosę się na wietrze,
odrywając od mokrej trawy.
Oddechem mgłę pogładzę
i odlecę dalej.
W płuca swe nabiorę
łyk powietrza…
co takie ciepłe i rześkie.
Uniosę się wyżej,
by ptaki przywitać i poszybować.
Opuścić to , co ziemskie.
Jestem wolna!
– Tak to wspaniałe !
Jak tło się rozpływam i wtapiam w powietrze.
Jeszcze wyżej ,wyżej się wzniosę,
by chmur miękkość poczuć na skórze.
Odlecę tam dalej- za horyzont.
Kto wie kogo spotkam,
i co tam będzie ?
Cisza tylko , taka cisza ulotna
przytulam się do niej…
Ponownie zamykam powieki ,
dalej tkwiąc w jasności.
Kącik ust unoszę do góry,
bo ile można stać przy oknie ?